Podaj Wiosło 2016 – dzień pierwszy

12806073_1339760979444796_7609717767196228869_nWyczekiwany przez wielu dzień w końcu nadszedł. Rozpoczął się jubileuszowy, piąty Gdański Festiwal Improwizacji „Podaj Wiosło”. Jak na jubileusz przystało, było to prawdziwe święto improwizacji. Mnóstwo występów, warsztatów i atrakcji.

Piąty festiwal Podaj Wiosło zaczął się od nowości, a były występy duetów, których w Polsce jest coraz więcej. Jednak, żeby dodać nieco kontrowersji, pierwszy duet okazał się triem. Wiolka Walaszczyk oraz Gosia Różalska tworzące duet Abordaż We Dwie, zaprosiły do wspólnego występu Michała Leje, na co dzień członka krakowskiej grupy Tubajfor. Energia, mocna muzyka, migające światła, oraz taniec tak właśnie rozpoczął się spektakl „Selfie”. Aktorzy co pewien czas na scenie robili sobie selfie, a zadaniem publiczności, było wymyślenie okoliczności jego powstania.

Spektakl był serią krótkich scen z mniej lub bardziej zaskakującymi puentami. Przepełniony absurdem, niekiedy bardzo dosadnym poczuciem humoru, z dużą ilością prywaty, tak w skrócie określiłabym to, co zobaczyłam. Nie jest to format, który przypadnie do gustu każdemu, a już na pewno nie osobom o nieco wrażliwszym poczuciu humoru. Mnie zachwyciła swoboda poruszania się na scenie, ewidentnie występujący bardzo się lubią i czują się ze sobą dobrze. Wydaję mi się jednak, że jest to bardziej format dla małych kameralnych miejsc niż wielkiej sceny.

Kolejnym duetem były Dwie Siostry, czyli Alicja i Kasia na co dzień występujące w grupie Wymywammy z Bydgoszczy. Dziewczyny rozpoczęły od wyboru wieku, dla swoich postaci, oraz zdania, którym w domyśle cały spektakl miał się rozpocząć. Poznaliśmy zatem historię Moniki rozdającej ulotki na ulicy, która poinformowała Mariolę (nauczycielkę tańca towarzyskiego) o tym, że jest adoptowana. Dziewczyny w czasie spektaklu wcielały się w kilka postaci, co było dosyć skomplikowaną operacją, ale aktorki poradziły sobie znakomicie. Po raz pierwszy widziałam pełen spektakl, w wykonaniu jedynie dwóch osób i byłam zachwycona! Alicja i Kasia stworzyły zabawną i niekiedy wzruszającą historię, oddały w wykonanie mnóstwo energii i wysiłku. Niekiedy zastanawiałam się, jak wybrną z sytuacji, w których 3 postacie miały spotkać się przy wspólnym stole, ale i ten problem w bardzo inteligenty sposób rozwiązały. Spektakl ukazał ich warsztat, widać od razu gołym okiem, że są doświadczonymi improwizatorkami, którym niestraszna jest żadna sytuacja sceniczna.

Antymateria z Wrocławia, czyli Bela z Improkracji, oraz Paweł Kukla, to trzeci występujący duet. Przedstawili spektakl pt. „Teoria Strun”. Publiczność wybierała 3 miejsca, w których dziać się miała akcja poszczególnych historii. Widownia wybrała: Wałbrzych i złoty pociąg, prosektorium w Radomiu, oraz kurnik w Kórniku. Historie rodziły się jedna z drugiej, końcowy dialog z poprzedniej sceny stawał się początkiem kolejnej. Spektakl nie był nastawiony na wartką akcję oraz śmiech, lecz na relację między postaciami, oraz emocje, które im towarzyszyły. Była to dla mnie nowość, po raz pierwszy widziałam taką konstrukcję, bardzo ucieszył mnie również fakt, iż miał bardziej teatralną formę przekazu.

Ostatnim duetem, byli Dwaj Panowie z Wrocławia, czyli Artur Jóskowiak, oraz Mateusz Płocha, którzy na co dzień występują we wrocławskiej grupie Improkracja. Rozpoczęli tradycyjnie, czyli od słowa inspiracji, w tym wypadku trafiło na „liposunkcję” (druga szkoła mawia, iż była to liposukcja). Na scenie występowały dwie postacie, z których jedna mogła w każdym momencie zostać zastąpiona przez inną. Ciężko opisać zachwyt, jaki towarzyszył wszystkim przy oglądaniu występu Dwóch Panów. Pokazali dystans, energię i wspaniałe poczucie humoru. Doskonale wpasowali się w swoje postacie, sparodiowali osoby, które tak naprawdę na co dzień spotkać możemy np. na siłowni. Wydaję mi się, że w tym tkwiła moc, w tym, że większość z nas miała w mniejszym lub większym stopniu styczność podobnym typem zachowania. To, co jeszcze warte jest uwagi to fakt, iż ich reakcje były prawdziwe. To po prostu byli oni. Po raz kolejny zobaczyłam znakomity występ w wykonaniu wspaniałych improwizatorów. To nie mogło się inaczej skończyć niż owacjami!

Duety okazały się strzałem w dziesiątkę, okazuję się, że mamy wielu znakomitych i profesjonalnych improwizatorów, którzy są w stanie poradzić sobie z tak trudną formą, jaką jest impro w dwie osoby. Wymaga to 100% skupienia, maksymalnej energii i ogromnego nakładu pracy, lecz efekty są powalające. Czekam już tylko w takim razie na impro solistów!

Drugim etapem piątkowego Wiosła były słynne już ImproIgrzyska. Jak co roku w rywalizacji wzięły udział 4 grupy, drobną zmianą był fakt, iż nie musiały one przedstawiać jedynie gier, mogły sięgnąć po dowolny format. Jako że czas na występ był dosyć krótki, bo jedynie 25 minut, większość zdecydowała się jednak na gry. Całość prowadzona była przez Artura Jóskowiaka, który postanowił przed każdym występem zaskoczyć przedstawicieli grup serią niezręcznych, a pod koniec występu każda z grup tradycyjnie wykonać miała zadanie.

Pierwszą grupą występującą była Lubelska formacja Innymi Słowy, których widziałam po raz pierwszy. Przedstawili serię krótkich gier: historię po słowie, zmianę, rewolwer. Grupa mimo wysokiej temperatury była bardzo energiczna, widać było, iż zależało im na jak najlepszym występie i to im się udało, bawiłam się znakomicie. Zadanie, które wymyślone było przez Mateusza Płochę, polegało na odegraniu sceny żenującej randki z dużą ilością niezręcznej ciszy. Nie wiem jakie doświadczenie mieli występujący na ten temat, ale poruszali się w nim jak ryba w wodzie!

Kolejną grupą była Improbrać z Poznania, która również postawiła na krótki format. Przedstawili gry: pisarz, wywiad wstecz, oraz egzamin z dwugłowym studentem. Może w ich występie nie było, aż tyle energii co u poprzedników, jednak urzekli mnie swoim poczuciem humoru, oraz grą słowną, którą zastosowali w wywiadzie wstecz. Ich zadanie, wymyślone przez Tomasza Marcinko, polegało na odegraniu scenki z rozmowy kwalifikacyjnej, z bardzo dobrym kandydatem, podczas której coś niesamowicie śmierdzi.

Jako trzeci wystąpili So Close z Krakowa, która również postawiła na gry. Przedstawili gry wzajemny dubbing, Co by było, gdyby, Yyy, oraz Barmana. Ta ostatnia wzbudziła największy entuzjazm, nie zdawałam sobie do tej pory sprawy, jak utalentowani są członkowie So Close. Ich zdanie wymyślił Alan Pakosz z grupy Ad Hoc i brzmiało (przynajmniej dla mnie) bardzo skomplikowanie. Mieli 4 minuty na to przy przedstawić historię, w której pojawią się dwie życiowe sentencje oraz dwie walki na rymy.

Ostatnią grupą występującą była Grupa Sic, również z Krakowa, która jako jedyna postawiła na długi format o nazwie „Z różnych stron”. Posługiwali w nim się techniką, która ostatnio jest dosyć modna wśród improwizatorów, chodzi mianowicie o slow impro. W swoim spektaklu postawili na emocjonalność oraz relacje między postaciami. Mnie jako, wielką fankę metafor i absurdu szczególnie urzekła scena spowiedzi, w której Paweł Tworek wcielił się w rolę ciążącego na barkach Maćka sumienia.
Ich zadanie zostało wymyślone przez Jeffreya z grupy Ad Hoc. Mieli oni zagrać ucieczkę zwierząt z zoo, w której pojawią się przysłowia, niepasujące zupełnie do kontekstu, oraz piosenka z żenującą choreografią. Mimo późnej pory oraz duchoty panującej w sali artyści wykonali zadanie z ogromną dawką energii.

Ostatecznie Improigrzyska 2016 wygrała (moim zdaniem zasłużenie) grupa Innymi Słowy z Lublina. Gratuluję każdej z grup, która mimo bardzo późnej pory na występ oraz niezbyt sprzyjających warunków technicznych dała z siebie wszystko, na każdym występie bawiłam się wprost znakomicie. Osobne gratulacje, należą się grupie Sic z Krakowa, która postanowiła zaryzykować z długą i trudną formą!
Dzień pierwszy w znakomity sposób dobiegł końca.

Relacjonowała: Anna Kłosowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *