Podaj Wiosło 2015 – dzień trzeci

11084283_1174332869320942_2158313016452463745_nMawia się, że nieważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy. A festiwal „Podaj Wiosło” zakończenie miał tak fenomenalne, że do tej pory nie potrafię wyjść z podziwu. Kunszt improwizacji w czystej postaci! Jednak po kolei.

Ostatni wieczór rozpoczął występ grupy Impy z Warszawy. Panowie Jerzyk Wierzbicki, Jacek Mikulski, oraz Juliusz Roszczyk zaprosili nas do Impna, abyśmy mogli poznać historie tamtejszych mieszkańców. A były to opowieści będące jednocześnie pokarmem dla duszy, bowiem inspirowane były poezją. Improwizatorzy mieli niekiedy dosyć ciężkie zadanie, gdyż wiersze były dalekie od dosłowności, ale wyszli z tego zadania znakomicie, pokazując, że wiedzą lepiej „co autor miał na myśli”. Poznaliśmy zatem historię złego dyrektora fabryki i jego dwóch pracowników, z których jeden chciał stworzyć w firmie kapliczkę miłości. W Impnie spotkać można również złośliwego psychoterapeute, który twierdzi, że aby być szczęśliwym należy sprawić ból innym (tak dla równowagi…). Jednakże moją ulubioną postacią (lecz także najbardziej przerażającą) był Juliusz, który uwielbiał patrzeć na jedzące gołębie. Wierzcie lub nie, ale nie chcielibyście spotkać owego pana na swej drodze.

To co najbardziej spodobało mi się w Impach to umiejętność tworzenia tajemniczych i ciekawych postaci. Za każdym razem byłam bardzo ciekawa co spotka każdą z nich i jak potoczy się dana historia. Nie bazowali jedynie na żartowaniu, lecz rzeczywiście tworzyli opowieść, którą chciało się oglądać. Choć pojawiło się trochę wulgaryzmów, to bardzo mi się podobało, lecz nad przeprowadzką do tej dziwnej krainy musiałabym się nieco zastanowić.

Z Impna powędrowaliśmy do krainy, którą to na bieżąco tworzyła grupa AD HOC z Krakowa. Ale nim się tam przenieśliśmy na scenie pojawić się musiał baner grupy, aby każdy z nas wiedział z kim ma doczynienia. A łatwo zapomnieć nie będzie, bowiem występ grupy był tak wybitny, że przez wielu został okrzyknięty najlepszym show festiwalu! I nie ma w tym ani grama przesady! Grupa, w składzie Alan Pakosz, Aneta Stokes, Michał „Jeffrey” Ociepa, Michał Próchniewicz, Janek Malinowski i Karol Bulski, zaprezentowała format Domino. Na czym polegał? Otóż sam format spektaklu tworzony był na naszych oczach, nie było żadnych zasad, improwizatorzy dali sobie całkowitą wolność. A czemu nazwany został Domino? Zanim rozpoczęła się historia właściwa, grupa poprosiła publikę o powstanie po czym zaczęła zadawać szereg pytań, mających na celu eliminację widzów, tak by pozostała jedynie jedna osoba stojąca. Na tej osobie spoczywał zaszczyt podsunięcia słowa, lub zdania, które stało się inspiracją dla występujących, czyli pierwszą kostką domina. Otóż inspiracją stało się zdanie „Interpretacja fluktuacji”. Improwizatorzy zaczęli przedstawiać krótkie dwuosobowe scenki, po których odśpiewywali pieśń na cześć jednego z bohaterów. Dowodem na to, iż spektakl był edytowany na bieżąco było prawo do wyrzucenia scenki z którego skorzystał Michał. Oryginalnie nazwa tego prawa brzmiała bardziej dosadnie, jednak my postanowiliśmy się powstrzymać z dosłownym cytatem.
Po krótkich prezentacjach, improwizatorzy przedstawili rozwinięcia każdej historii. Mi osobiście najbardziej spodobał się wątek profesora, który musiał wszystkich poprawiać (czym później sobie dorabiał), oraz Anny pielęgniarki, która bała się wypuścić syna na podwórko z obawy przed wszystkimi chorobami świata.

Ad hoci zachwycili mnie przede wszystkim niezwykłym zgraniem, obserwowali dokładnie swoich partnerów i wiedzieli jak wkorczyć do scenki, aby ją wypełnić. Dowodem na to stała się końcowa musicalowa scena w wykonaniu całej grupy. Kto porafił ten śpiewał, kto nie ten wykonywał choregografię. Dodatkowo tworzone postacie były po prostu, bardzo dobrze zagrane, każda miała swój niepowtarzalny charakter. Nawet piesek odgrywany przez Jeffreya!

Po ogromnych emocjach dostarczonych nam przez Impy i grupę Ad Hoc, przyszedł czas na Grand Final. Jest to zawsze bardzo wyczekiwany moment, ponieważ improwizatorzy ze wszystkich grup tworzą wspólny spektakl, a jego format przedstawiany jest im dosłownie na moment przed wyjściem na scenę.

Tym razem improwizatorzy przedstawić mieli historię trojaczków, które zostały rozdzielone przy porodzie i nie wiedziały o swoim istnieniu. Trojaczki zagrali Janek z Ad Hoc, Gosia z Peletonu i Juliusz z Impów. Pozostali improwizatorzy zostali przydzieleni do 3 grup, które miały wraz poszczególnym bliźniakiem tworzyć jego wątek. Każdy z nich żył w swoim odrębnym środowisku i zajmował się czymś innym w życiu. Janek był wybitnym rzeźbiarzem, Gosia naukowcem, a Juliusz był po prostu biedny. Występujący mieli doprowadzić (lub nie) do spotkania rodzeństwa. Zanim jednak rozpoczęła się historia improwizatorzy, którzy nie brali udziału w spektkalu poproszeni zostali o podrzucenie sceny początkowej będącej sennym koszmarem. Oczywiście ich kreatywność nie zawiodła i cały spektakl rozpoczął się od sceny w której to trzy małe dziewczynki stoją nad brzegiem rzeki, jedna trzyma topór, a w tle słychać dupstep. Prawdziwa senna mara!

Format był bardzo ciekawy i patrząc z boku dosyć trudny, ponieważ naraz tworzono 3 historie, których wątki pod koniec należało połączyć. Aktorzy wybrnęli z tego znakomicie tworząc ciekawą i barwną historię zakończoną happy endem. Chociaż może nie do końca, bo rosół się jednak rozgotował… Dodatkowo warto wspomnieć o brawurowej roli wiewiórki w którą wcieliła się niedysponowana głosowo Gosia Różalska. Mimo tej niedogodości była jedną z barwniejszych postaci na scenie!

I tak oto zakończył się IV Gdański Festiwal Improwizacji „Podaj Wiosło”. Absolutnie z czystym sumieniem mogę powiedzieć, iż poziom występów był bardzo wysoki, a w programie nie było słabych punktów. Festiwal pokazał mi bardzo ważną rzecz mianowicie to jak świetnie wychodzi impro, gdy się nim po prostu bawi, nie spina pomyłkami, a wręcz sprawia radość, gdy takowe się pojawią. Improwizatorzy po prostu cieszyli się wspólnymi występami i to była ich największa siła!

Bardzo się cieszę, że mogłam uczestniczyć w tym niezwykłym wydarzeniu, każdemu (nie tylko tym, których impro interesuje) w ciemno polecam wybrać się za rok! Gwarantuje wyśmienitą zabawę na najwyższym poziomie!

Relacjonowała: Anna Kłosowska

1 Komentarz

  1. Pingback: Wróciłam sobie | sny niebieskiej rybki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *