II Improdrom – relacja

W dniach 17 i 18 października odbył się II Improdrom, czyli Spotkania Teatrów Improwizacji. Przez dwa dni w Miejskim Centrum Kultury w Bydgoszczy można było obejrzeć różnorodne występy, pokazujące jak prężnie rozwija się teatr improwizacji w Polsce.

Przegląd rozpoczął się połączeniem sił organizatorek, czyli Teatru Improwizacji WymyWammy, oraz toruńskiej grupy Teraz. W pierwszej części połową składu zagrali spektakl „Restauracja”, wymyślony przez Ewę Czernowicz z grupy Peleton. Inspiracją do spektaklu były sugestie relacji pomiędzy postaciami. W taki sposób w tytułowej restauracji poznaliśmy trzy pary i ich problemy: babcię i wnuczka, którzy mają ciche dni, syjamskie rodzeństwo, oraz szefową i pracownika.

Format miał bardzo ciekawą strukturę i jeszcze ciekawsze wykonanie. Czynnikiem łączącym i komentującym spektakl była tytułowa restauracja. Trzy pary siedziały przy trzech stolikach i rozmawiały, jednocześnie nie wchodząc sobie w słowo. Po scenie w restauracji następowała seria scen rozwijających poszczególne wątki. Z czasem wątki zaczęły się łączyć w jedną całość.

Bardzo ciekawym wątkiem był wątek rodzeństwa syjamskiego i ich wspólnych problemów z poznawaniem ludzi. Jak się okazało, rozwiązaniem mogą być randki stojące w parku obok drzewa, za którym drugie z rodzeństwa może się schować. Wątek wnuczka i babci z zamiłowaniem do robienia i prucia swetrów był równie ciekawy, gdyż w dużej mierze skupiał się na dążeniu wnuczka do rozmowy i potrzebie kontaktu. Wątek szefowej i pracownika bardzo umiejętnie połączył poprzednie dwie historie, ustanawiając relacje z postaciami z pozostałych wątków, co było motorem historii.

Druga część ekip WymyWammy i Teraz zagrała klasyczny format Cięcie do słowa-inspiracji pizza. W tym spektaklu poznaliśmy historię studenta, który jako jedyny w rodzinie nie pije. Pojawił się wątek zaginionego obrazu Zawiślańskiej Maryi Koronowanej. Obraz okazał się mieć moce wspomagające harce w sypialni. Ostatecznie w parafii, z której skradziono ów obraz odsłonięto witraż o okrężnym kształcie i odśpiewano psalm „O, Margarito”.

Improwizatorzy świetnie współpracowali i łączyli teoretycznie zupełnie różne wątki. Stworzyli ciekawe postaci, które świetnie się oglądało i śledziło ich perypetie. Choć przegapili jeden dobry moment na skończenie spektaklu, i tak skończyli go na wysokim poziomie energii.

Następną ekipą było BCA Flash z Konstancina-Jeziornej. Niektóre grupy impro mają roll-upy, które stawiają na scenie podczas występu. BCA mają własną flagę! Wyszli na dużej energii i zagrali popularne krótkie formy improwizowane. Krótkie były tylko z nazwy, gdyż czas trwania ich gier plasował się wysoko ponad średnią. Przykładowo, Randka w ciemno trwała około 15 minut. Choć dla stałych widzów taki czas grania gier wydawał się zbyt długi, nie można było narzekać na nudę. Występ zdecydowanie można zaliczyć do udanych.

Drugi dzień festiwalu rozpoczęła grupa Afront z Warszawy. Zagrali swój format o nazwie „Rodzinne rewolucje”. Dzięki sugestiom publiczności poznaliśmy bohaterkę spektaklu, narwaną Angie Malinowską, która pracuje w sklepie z umywalkami. Tam Angie zakochała się w jednym z klientów. Później poznaliśmy jej siostrę i córkę. Wymarzony weekend pary kochanków w Rzymie okazał się problematyczny, gdyż Angie zabrała na niego również siostrę i córkę. To okazało się zgubne, ponieważ wybranek Angie swoją uwagę zaczął zwracać na jej siostrę. Ostatecznie jednak wybrał Angie i zostali razem we Włoszech. Siostra wróciła do Polski i sama zaczęła prowadzić sklep z umywalkami.

Głównym atutem Afrontu jest bez wątpienia warsztat aktorski. We wspaniały sposób prowadzili prostą historię, rzucając kolejne kłody pod nogi bohaterów i przeskakując nad nimi. W świetny sposób operowali emocjami i czuć było, że te emocje są prawdziwe. Występ nie zakończył się happy endem, co zagrało bardzo dobrze. W życiu też nie zawsze można liczyć happy end. Afront pokazał, że impro nie tylko może śmieszyć, ale może również wzbudzać inne emocje.

Przyszedł czas na Antymaterię z Wrocławia. Duety impro to wciąż stosunkowo świeży twór na polskiej scenie impro, więc cieszy fakt, iż zaczynają się one pojawiać na festiwalach. Antymateria przedstawiła swój autorski format o nazwie „Ławeczka”. Ta ławeczka jest miejscem spotkań różnych osób. Zobaczyliśmy dwie historie, jedna działa się przed spotkaniem na ławeczce, druga po. Publiczność wybrała molo, jako umiejscowienie ławeczki. Aktorzy zagrali krótką etiudkę nakreślającą ich postaci.

W pierwszej historii widzieliśmy historię małżeństwa Marzeny, do którego wkradła się stagnacja. Małżonkowie traktują siebie jako „ziomków”, przestali sobie mówić ciepłe słówka. Nie ma misia, perełeczki, itd. Marek nie czuje wewnętrznie już takiej potrzeby. Marzena daje mu bardzo wyraźne znaki, że oczekuje listu. W końcu Marek przełamuje się i pisze list. Marzena znajduje list i wraca z nim na ławeczkę, gdzie drze list i wyrzuciła go do morza, co widzieliśmy w początkowej scenie.

Druga historia opowiadała o niewidomym, który po raz pierwszy samodzielnie wybrał się na molo. Opowiada o tym matce po powrocie do domu. Dowiadujemy się, że niewidomy stracił wzrok w wyniku wypadku samochodowego, podczas którego zginął jego ojciec. Obwinia się za ten wypadek. Matka przekonuje go, że już czas zrobić kolejny krok, na przykład iść na studia i zostać tłumaczem. Zgodnie z obietnicą, niewidomy następnego dnia zaprowadził matkę na molo. Tam matka prosi go, by sobie wybaczył, bo ona już mu wybaczyła.

Co wyróżnia Antymaterię spośród innych grup festiwalowych to fakt, iż celem nie była stricte komedia. Ich postaci nie były w założeniu być śmieszne, ale jak najbardziej ludzkie, prawdziwe. Wszelkie śmieszne momenty wynikały bezpośrednio z wątków i w żaden sposób nie były wymuszone. Śmiech publiczności nigdy nie był bardziej szczery. Antymateria nie boi się ciężkich tematów. Ich niesamowitym sukcesem jest wciągnięcie publiczności w przeżywanie emocji razem z aktorami na scenie. Pod tym względem był to najbardziej poruszający spektakl.

Ostatnią grupą prezentującą się w Bydgoszczy był Peleton z Gdańska. Weterani zarówno festiwalów różnej maści, jak i samej sceny improwizacji. Występ Peletonu zawsze gwarantuje piękny chaos sceniczny, co utrudnia jakiekolwiek streszczenie występu. Jednocześnie jest to tak cudowny chaos, że można go oglądać wiele razy i nigdy się nie znudzi.

Co ciekawe, do swojego występu, w przeciwieństwie do innych grup, nie brali w ogóle sugestii. Na wyróżnienie zasługuje przede wszystkim umiejętne operowanie absurdalnymi sytuacjami. Kto inny wymyśliłby, że jajka kupowane w sklepie mogą mieć zaklęte w sobie dusze przy hydraulik, który jednocześnie prowadzi psychoanalizę rur pod zlewem? Peleton nie boi się wkopywać samych siebie w dziwne akcje, takie jak prowadzenie sceny przez jedną osobę grającą dwie postaci. Widać po nich, że lata wspólnych doświadczeń sprzyjają świetnej współpracy na scenie.

Na tym zakończył się II Improdrom – Ogólnopolskie Spotkania Teatrów Improwizacji. Działo się mnóstwo wartych uwagi i występów, które na długo zapadną w pamięci. Szkoda, że kolejny Improdrom dopiero za rok.

Relacjonował: Tadeusz Jaśkiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *