II Gdański Festiwal Impro „Podaj Wiosło” – dzień trzeci

wioslo2Wszystko ma swój początek, wszystko ma swój koniec. Skoro Festiwal się rozpoczął, trzeciego dnia musiał się też skończyć. Ale jak już kończyć, to z przytupem.

 

Godz. 18:00 – Pan Harold, grupa Klancyk – Michał Sufin, Maciek Buchwald, Krzysztof Dziubak, Bartosz Młynarski, Paweł Neugebauer, Piotrek Sikora.
1
Konferansjerką trzeciego dnia festiwalu była Małgorzata Tremiszewska. I tak jak rok temu przeprowadziła tytułowe podanie wiosła przez osoby z publiczności. Po tym rytuale nadszedł czas na kolejne występy improwizowane – na pierwszy ogień Klancyk z Warszawy. Swój spektakl rozpoczynają od pierwszego słowa jakie usłyszą i na tej podstawie tworzą serię scen. Jedno słowo to niewiele, ale to wystarcza Klancykowi do stworzenia niesamowitego spektaklu. Było wiele wątków, a opisywanie każdego zajęłoby za dużo miejsca. Warto na pewno wspomnieć o tym, że dziecko urodzone w późnym wieku po miesiącu już mówi i prowadzi operacje („Trzy miesiące na świecie, dwa miesiące w zawodzie lekarza”). Widzieliśmy powstawanie teorii drewna, nauki, która jak się okazało ma wiele zastosowań. Zaprezentowana też była historia syna, który zrzekł się synostwa, a na swoje miejsce wysłał syna zastępczego. Można było się dowiedzieć dlaczego dzieci nauczycieli historii mają ciężko („Wypominasz mi wydarzenia z mojego życia co do daty!”). Pojawiła się historia przepełnionego żądzą zemsty mężczyzny, który bije żonę. Brylował Maciek Buchwald, który swoimi tekstami często wywoływał salwy śmiechu.

Godz. 19:00 – Krótkość, Siedem Razy Jeden: Wojtek Kamiński, Kasia Piasecka, Przemek Sasza Żejmo, Janusz Pietruszka.
2Grupa z Zielonej Góry przyjechała do Gdańska w okrojonym składzie. Nie było Leszka Jenka oraz Mateusza Czechowskiego, który jak powiedziała Kasia pojechał za chlebem, a przywiezie bułki. Mimo braków kadrowych stworzyli niesamowity pokaz krótkich form improwizowanych. Widzowie mogli poznać kilka nowych przysłów, przykładowo Lepiej mieć okno zasłonięte niż widzieć światło, czy Człowiek musi być podejrzliwi, bo inaczej wilcy go zjedzą. Jednym z dwóch najjaśniejszych punktów występu była Randka w ciemno, w której Sasza dostał chyba najdziwniejszą sugestię jaką w życiu słyszałem, a słyszałem takich wiele. Miał zagrać łysy stół szwedzki. Dla niewtajemniczonych, stół to motyw przewodni festiwalu sprzed roku, a w tym roku takim słowem jest łysy. Sasza to odegrał, za co ma moje dozgonne uznanie, chociaż Wojtek grający niż demograficzny niewiele mu ustępował. Drugą grą, która zapisze się złotymi zgłoskami była Piosenka w wykonaniu Wojtka. Jego piosenka Napromieniowana Wsza stała się nieoficjalnym hymnem festiwalu.

Godz. 20:30 – Grandfinal: Gosia Różalska, Paweł Kukla, Maciek Buchwald, Paweł Neugebauer, Mateusz Płocha, Artur Jóskowiak, Alan Pakosz, Michał Ociepa, Przemek Żejmo, Wojtek Kamiński.
3Historię częściowo układali widzowie podczas poprzednich dni festiwalu w ankietach. Można było wybrać między innymi miejsca akcji czy cechy postaci. Dwoma elementami wspomagającymi wyobraźnię podczas spektaklu były rysunki korony i samolotu namalowane na kartkach przyklejonych do krzesła. Jak w każdej historii była miłość, nienawiść, płacz i śmiech. Była to opowieść o królu i jego córce, o którą stara się trzech kandydatów. Mimo tego, że to był ostatni dzień festiwalu i wszyscy byli bardzo zmęczeni, udało się stworzyć ciekawą, wciągającą opowieść. Świetne teksty leciały dosłownie co chwilę, podobnie jak zwroty akcji. Jedna z relacji określiła występ Improkracji z pierwszego dnia jako „kontrowersyjny”. Jestem ciekaw co by ta osoba napisała o Grandfinalu, gdyż jak się okazało, o rękę księżniczki, walczyli gej, płaczka i jej przyszywany brat. Wszystko to było jednak tak przerysowane, że nie ma mowy o tym by ktokolwiek był urażony.

Na tym się skończył ten niesamowity spektakl. Na koniec festiwalu odśpiewany został nieoficjalny hymn tej edycji festiwalu, czyli Napromieniowana Wsza. Podsumowując, łącznie ze wszystkimi imprezami towarzyszącymi widzowie mogli spędzić nawet 11 godzin w teatrze w ciągu trzech dni. Było dużo, było mega. Słowami Szefa Wojciecha, Ciao Bambino!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *