V OFST 321impro – dzień trzeci

11800068_901049093302819_5761396139161846614_nTrzeci dzień konstancińskiego święta improwizacji to ogłoszenie zwycięzców konkuru End Scene, Mecz Impro oraz spektakl finałowy. Działo się dużo!

Wieczór w Konstancińskim Domu Kultury rozpoczęto od ogłoszenia wyników konkursu „End Scene” oraz uroczystego wręczenia nagrody przez burmistrza Konstancina.

Nagrodę otrzymała najmłodsza ze wszystkich grupa MOVIEMY z Trójmiasta. Serdecznie gratulacje!

Następnie ropoczął się emocjonujący Impro Mecz. Drużyny złożone były z reprezentantów poszczególnych grup biorących udział w konkursie End Scene, całość zaś poprowadzona została brawurowo przez Jaśka Aleksandrowicza-Krasko oraz Piotra Wyżykowskiego z grupy Ab Ovo. Na początek nazwy dla drużyn wybrała publiczność. Pierwsza w składzie: Wiktor z MołotoWa, Majkel z grupy SIC!, Emilia z Moviemy, Zorak z Impro Ataku, oraz Piotrek z To Mało Powiedziane, ochrzczeni zostali nazwą „Heja Heja”. Konkurencją dla nich była drużyna w składzie: Daniel z To Mało Powiedziane, Janek z grupy SIC!, Marcin z MołotoWa, Lilu z Impro Ataku, oraz Rafał z Moviemy, została nazwana „Pucio Pucio”.

Pierwsza gra, Frizy, w której to zagrali wszyscy, miała za zadanie rozgrzać zarówno aktorów jak i publikę, która jeszcze nie wiedziała jak wyśmienity wieczór ma przed sobą. Emilia i Zorak mieli ciekawe zadanie, bowiem zagrali w grę łączącą zasady Switch (zamiana postaciami), oraz Zmiana (zmiana ostatniej kwestii, gestu itp.). Poszło im wyśmienicie zwłaszcza, że przyszło im grać w krainie cukierków. Odpowiedzią ze strony konkurentów była gra Mniej Więcej, w którą zagrał Marcin oraz Rafał. Swoją grę rozpoczęli w dżungli otoczonej zewsząd przez dzikie zwierzęta. Jedną z sugestii było zwiększenie liczby zwierząt oraz brak języka polskiego. Z zadania wywiązali się znakomicie, a zdanie „Will you be my doctor Quinn?” było idealnym podsumowaniem.

Kolejna gra była nowością, nigdy wcześniej jej nie widziałam, a pokochałam od razu. Nazywała się Budzik, brały w niej udział trzy osoby z drużyny Pucio Pucio . Cała historia toczyć miała się w miejscu pracy, Daniel wcielił się w rolę szefa, który oczekiwał wyjaśnienia spóźnienia od pracownika (w tej roli Janek). Jankowi wyjaśnienie spóźnienia wymyślała publiczność w czasie jego nieobecności, zatem nie miał pojęcia dlaczego do pracy nie przyszedł na czas. Pomóc w wyjaśnieniu miała mu Lilu, która w formie pantomimy dawała mu wskazówki. Zatem dlaczego budzik nie zadzwonił? Bo zjadła go małpa. Tutaj padła odpowiedź niemal natychmiast. Więcej kłopotu przyspożyło Jankowi dojście do tego, dlaczego nie przyjechał samochodem. Okazało się, że miał długi i samochód zabrał komornik. Odpowiedź na trzecie pytanie również nie była kłopotliwa. Kogo spotkał po drodze? Oczywiście Jima Carreya! Warto dodać o wspaniałych umiejętnościach pantomimy, które pokazała nam Lilu! Aż miło było patrzeć!

Najdłuższą grą w którą zagrali nasi uczestnicy była zdecydowanie gra Replay w ciemno. W tej grze pokazali się Zorak, Piotrek, Majkel i Emilia. Gra polega na odegraniu sceny, która ma być następnie powtórzona przez osoby, które opuściły scenę i jej nie widziały. Pierwszą scenę odegrał Piotr z Zorą we wnętrzu grobu, który znajdował się na „cementarzu”, jak to określił widz. Majkel, który jako drugi miał odegrać scenę, nie był w stanie przez długi czas dociec, gdzie tak naprawdę się znajduje i co ma zrobić. Wprowadził również mnóstwo, elementów (w tym nie kozę), lecz po długich staraniach Zoraka wreszcie wpadł na mniej więcej poprawny trop.

Dwoma ostatnimi grami były gry muzyczne. Pierwsza to Barman. W tutułową rolę wcieliła się Lilu, a po poradę przyszli: Janek, który był smutny, bo był w tężni; Rafał – zakochany w stoliku, oraz wściekły Daniel, któremu coś małpa zjadła. Mimo, że najkrótsza, najbardziej podobała mi się piosenka Daniela, który bez ogródek, po prostu niemalże melorecytując zaśpiewał, o co mu chodzi. Podobnie krótką odpowiedź otrzymał od barmanki. Zaskoczyło mnie jak wspaniale każdy z nich posługiwał się rymami na scenie!

Druga gra muzyczna – To brzmi jak ta piosenka – odegrana została przez Zoraka, oraz Piotrka, którzy mieli problem i niechcący, specjalnie sparzyli się kawą. Tutaj wielkie brawa dla Zoraka, który wreszcie pokazał nam swój talent muzyczny! Szacunek ogromny!

Cały mecz zakończył się remisem, zasłużonym oczywiście, bowiem obie drużyny wybitnie dobrze czuły się w krótkich formach i wykonały naprawdę kawał dobrej roboty, a hasłem przewodnim, który pozostanie w mojej pamięci z całego impro meczu, będzie „przyławka”, która pojawiła się przy okazji gry Film Noir i fantastycznie została odegrana przez Rafała!

 

W improwizacji od niedawna panuje swego rodzaju moda na piosenki improwizowane. I bardzo dobrze, bo jak się okazuje wśród improwizatorów mamy wielu utalentowanych wokalistów, którzy mają okazję pokazać swój talent, chociażby w takich koncertach jak „Improwizowana Szansa na Sukces”. Format zaczerpnięty został z popularnego niegdyś programu telewizyjnego, a wzięli w nim udział członkowie grupy AB OVO, oraz gościnnie kabaret Hrabi. Każdy z uczestników wystylizowany był według konkretnego stylu muzycznego, każdemu też przydzielana została rola, o której wcześniej nie wiedział, bowiem na bieżąco wymyślała, je Kasia Michalska, czyli prowadząca całe show. Uczestnicy, podobnie jak w oryginalnej wersji programu, losowali tytuły piosenek poprzez przekłucie balonika. Tytuły wymyślane były przez widownie, która niestety trochę źle zinterpretowała swoje zadanie, wpisując tytuły prawdziwych utworów, zamiast wymyślonych. Ale i z tym faktem poradzono sobie znakomicie, nadając znanym utworom nowe znaczenie. Jeśli chodzi o moich faworytów, oczywiście muszę wymienić tutaj niezwykłą Joanne Kołaczkowską z kabaretu Hrabi i jej niesmowite wykonanie „Simply the best” pod melodię „ I will always love you” Tiny Turner. Nie można też zapomnieć o wspaniałym duecie Łukasz Pietsch (Hrabi) oraz Wojciech Medyński (Ab OVO), którzy wcielili się wykonawców muzyki discopolo. Wisienką na torcie okazał się jednak tajemniczy Michał Głowacki, który wykonał własną interpretację piosenki „To nie ja byłam Ewą” w rytm muzyki Bee Gees. Był rewelacyjny, a energię, którą przekazał publice, czułam już do końca wieczoru!

Piosenki improwizowane to jeden z moich ulubionych elementów polskiej sceny impro i cieszy mnie jej rosnąca popularność!

Całość festiwalu tradycyjnie zakończyła się wspólną piosenką finałową. Tak oto V Ogólnopolski Festiwal Sportów Teatralnych 321impro przeszedł do historii. Po raz kolejny mieliśmy okazję zobaczyć różne odłamy improwizacji, jej wariacje, poznać nowe struktury i bawić się przy znanych grach. Mam nadzieje, że w przyszłości zapraszani będą kolejni zagraniczni przedstawiciele tej niezwykłej sztuki scenicznej, którzy pokażą nam zupełnie inną drogę, którą można się kierować. Poznałam fantanstyczne młode grupy, z których każda miała w sobie wiele pasji i chęci do działania. Cieszy mnie to, że scena impro nieustannie się rozrasta tworząc nowe, wspaniałe i ciekawe formaty, łącząc różne rodzaje sztuki scenicznej. Festiwal stał się dla mnie po raz kolejny jedną wielką inspiracją do działania. Z niecierpliwością czekam zatem na kolejną edycję festiwalu. Niech impro będzie z Wami!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *