V OFST 321impro – dzień pierwszy

11800068_901049093302819_5761396139161846614_n28 sierpnia 2015 roku rozpoczął się V Ogólnopolski Festiwal Sportów Teatralnych 321Impro w Konstancinie-Jeziornie. Po raz piąty zjechały się grupy impro z całego kraju, by wziąć udział w święcie improwizacji, jakim jest festiwal. Trzy dni improwizowanego szaleństwa czas zacząć!

Festiwal otwarty został spektaklem wykonanym przez gospodarzy, czyli grupę Ab Ovo wraz z gościnnym udziałem kabaretu Hrabi. Warto dodać, że kabaret przez tydzień odkrywał tajniki improwizacji na warsztatach prowadzonych przez Katarzynę Michalską. Wiedząc o tym, zaskoczyła mnie informacja, że grupa Ab Ovo zdecydowała się przedstawić, wraz ze swoimi gośćmi długi format. Kabaret Hrabi w dziedzinie improwizacji stawiał na konstancińskiej scenie pierwsze kroki, zatem niemal dwugodzinny spektakl improwizowany musiał być dla nich nie lada wyzwaniem.

Publiczność poproszona o pozytywnie kojarzącą się sugestię, podarowała aktorom smakowitego PTYSIA. Od tegoż słowa rozpoczęła się cała akcja. Początek był fascynujący, bowiem wszyscy aktorzy wyszli na scenę, aby wspólnie interpretować słowo sugestię. Zaczęło się od niewinnego spożywania maleńkiego ptysia, co bardzo szybko zaczęło ewoluować, a skończyło się na prawdziwym ptysiowym szaleństwie wszystkich aktorów. Następnie rozpoczęły się sceny, które stworzyć miały historię. Wątków było bardzo dużo, od pracownicy uzależnionej o ptysi, nieznanego nam bliżej człowieka desperacko poszukującego swojego pupila do rodziny, w której to matka o ptysiach słyszeć nie chciała.

Nie wiem do końca, czy takie było założenie całego spektaklu, bowiem niekiedy wątki się łączyły tworząc krótką historię, innym razem były porzucane i zupełnie zapomniane. Być może lepszy byłby format na wzór Armando, w którym to tworzono by krótkie scenki i historie, bazujące na słowie inspiracji? Taka mieszanka posklejanych wątków nie zawsze była dla mnie zrozumiała i nieco rozpraszająca.

Mimo powyższej mieszanki wybuchowej, było mnóstwo wspaniałych momentów, wartych odnotowania. Bardzo podobał mi się wątek pieska Ptysia, wprowadzony przez Jaśka Aleksandrowicza . Był świetnym komediowym uzupełnieniem niektórych scen, a motyw odnalezienia pieska mógł być świetną pointą całego spektaklu. Szkoda, że historia ta została w pewnym momencie przerwana.

Zdecydowanie warto wspomnieć o wspaniałej grze i wczuwaniu się w postać Wojtka Medyńskiego, który nawet, gdy stał z tyłu sceny grając dziecko, kradł całą uwagę publiczności. Ogólnie to, co działo się na tyłach sceny, w pewnym momencie zaczęło tworzyć dosyć fajny schemat. Podczas, gdy na przedzie sceny rozgrywała się tak zwana scena właściwa, pozostali aktorzy wypełniali tło różnymi postaciami, które mogły pojawić się przykładowo w parku, w ptysiowej wojnie według Szekspira, czy w musicalu kobiet na diecie. Bardzo podobały mi się również różnego rodzaju abstrakcyjne dodatki w stylu „zobaczmy jak idzie lista”, podwyższanie sufitu w piwnicy za pomocą guzika, czy mistrzowskie „Kto tę krowę doi?” wykonane przez Roberta Kibalskiego w najmniej oczekiwanym momencie. Autentycznie łzy pociekły niektórym po policzkach ze śmiechu!

Jeśli chodzi kabaret Hrabi z jednej strony widać było, iż nie do końca orientują się w tym co się dzieje na scenie, jednak wspaniałe było to jak walczyli i śmiali się sami ze swoich błędów. Przykładem była niewątpliwie Joanna Kołaczkowska, która w niesamowicie uroczy sposób kaleczyła rymy, a gdy wreszcie jej się udało zrymować, cała publika cieszyła się razem z nią. A skoro już o Joannie wspominamy, nie możemy zapomnieć o jej wybitnym talencie wokalnym, którym uraczyła nas tego wieczoru. Po każdym wykonaniu miałam gęsią skórkę.

Kabaret niedociągnięcia w dziedzinie improwizacji nadrabiał niewątpliwie charyzmą, poczuciem humoru, oraz ogromnym dystansem do siebie. Ewidentnie w grze pomagało im wprowadzanie zasad typowych dla krótkich form impro, więc być może jest to swego rodzaju wskazówka dla organizatorów, by początkujących na aż tak głęboką wodę jaką jest długa forma, nie wrzucać w przyszłym roku?

Na koniec kilka razy mogliśmy zobaczyć, co działo się w naszych (czyli publiki głowach), oraz jak zachowywać się będą aktorzy po spektaklu. Wspaniałe było, to, że aktorzy mają do siebie dystans i śmieją się z własnych błędów. Jednak w pewnym momencie poczułam lekki przesyt tym samobiczowaniem. Publiczność bawiła się znakomicie i nie widzę potrzeby przekonywania ich, że popełnili błąd w swoich odczuciach. W końcu w impro tak naprawdę liczy się wolność i zabawa, a tej tego wieczoru nie zabrakło.

Podsumowując wieczór, był abstrakcyjną mieszanką wielu wątków. Niektóre się sprawdziły, inne nie, ale na tym właśnie polega improwizacja. Kabaret Hrabi tworzą wspaniali ludzie, którzy lubią ryzyko i podjęli się dosyć trudnej sztuki zagrania w niemal dwugodzinnym spektaklu improwizowanym. Osobiście jestem pełna podziwu dla ich odwagi oraz tego, jak wspaniale sobie poradzili. Aktorzy z Ab Ovo pokazali po raz kolejny wspaniały talent aktorski, ja osobiście wyróżniłabym wspomnianego już Wojtka Medyńskiego, który był niewątpliwie mistrzem riposty, Piotra Wyżykowskiego za wprowadzanie abstrakcji w ilościach hurtowych, oraz Agnieszkę Bajer za totalną wolność sceniczną. Dodatkowo ptyś w wykonaniu Ab Ovo i Hrabich był tak smakowicie wykonany, że miałam ochotę po spektaklu udać do cukierni!

Relacjonowała: Anna Kłosowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *