V OFST 321impro – dzień drugi

11800068_901049093302819_5761396139161846614_nDrugi dzień festiwalu rozpoczął się od prezentacji uczestników konkursu „End scene” . W tym roku o nagrodę zawalczyły następujące grupy: To mało powiedziane z Opola, SIC! Z Krakowa, MołotoW z Torunia, Moviemy z Trójmiasta, oraz IMPRO ATAK z Łodzi. Wisienką na torcie był występ francuskego duetu impro.

Prezentacje konkusowe rozpoczęła grupa To Mało Powiedziane z Opola, która przedstawiła swój autorski program pt. YouTune. Występujący czerpali inspirację zewsząd: z sugestii publiczności, z dźwięków , które podgrywane były przez muzyka, oraz z zagranych już scen, z których to wyciągali poszczególne elementy. Format niezwykle ciekawy, aczkolwiek spodziewałam się, że podgrywane dźwięki staną się podstawą sceny, nie jedynie krótkim komentarzem tłumaczącym. Mimo wszystko każda reakcja była szybka i zabawna, nic nie uszło uwadze aktorom. Grupa prezentuje humor bardzo zróżnicowany, przez co nigdy nie wiemy, czy scena będzie o czymś, co znane jest nam z rzeczywistości, czy przerodzi się w totalnie abstrakcyjną sytuację. Taki swego rodzaju roller coster humoru sprawdził się znakomicie, a grupa mimo, że grała jako pierwsza, potrafiła rozgrzać publikę.

Jako druga zaprezentowała się grupa SIC! z Krakowa, która stworzona została, przez członków innych krakowskich grup. Choć specjalizują się w Haroldzie, tym razem jednak postanowili przedstawić serię krótkich scen inspirowanych sugestią publiczności. Grupa okazała się mieszanką różnego rodzaju podejścia oraz poczucia humoru, co sprawiło, że sceny były jednocześnie zabawne, jak i nieco psychodeliczne. Dodatkowo aktorzy wykazali się ogromną wyobraźnią i kreatywnością, ponieważ sugestie w ich scenach nie zawsze przedstawiane były w sposób dosłowny. Przykładowo sugestia „ksero” posłużyła tu do stworzenia znakomitej scenki o ojcu, któremu właśnie urodziły się trojaczki. Dodatkowo musiał wybrać między głosem diabła, który podpowiadał mu, aby oddać dzieci, oraz głosem anioła, który chciał, aby wybrał drogę dobra. Niekiedy przeszkadzało mi nagłe przerywanie scen, które można by jeszcze odrobinę pociągnąć w kierunku innego finiszu. Mimo wszystko grupa SIC! okazała się bardzo oryginalna, nie bazowała jedynie na komedii, starała się przemycić do swego spektaklu nieco mroku, a wszystko to w ilości odpowiedniej.

Po krótkiej przerwie na scenę wkroczyła grupa MołotoW, czyli duet improwizowany założony przez dwóch braci z Torunia. Sam fakt gry w duecie, jest według mnie ogromnym wyzwaniem, dlatego już to w moich oczach zasługuje na uznanie. Podobnie jak poprzednie grupy, MołotoW przedstawił serię krótkich scen bazujących na odpowiedzi na pytanie, której udzielił chłopiec z publiczności. „Czym jest miłość” zapytano ze sceny „Sympatią”- odpowiedział, i tu rozpoczął się spektakl właściwy. Zagrali kilka scen, których głównym ogniwem stały się różnego rodzaju relacje międzyludzkie. Zobaczyliśmy scenę o parze, która kłóciła się o wyjazd w góry, dwóch braci z których jeden okazał się fanem drugiego, oraz przyjaciół, którzy kłócą się o nowo poznaną kobietę. Natomiast moja ulubiona scena rozpoczęła się od ćwiczeń fizycznych. Każdy zgromadzony na widowni spodziewał się miejsca związanego z tym tematem. Panowie jednak na przekór stworzyli znakomitą scenę gry w szachy, która była dynamiczna i zaskakująca. Pozostałym scenkom niestety tej dynamiki brakowało, a szkoda, bo wierzę, że duet ma do zaoferowania znacznie więcej. Występ zakończyli pięknym stwierdzeniem, a brzmiał on „Trzeba mieć sympatię do życia”. I tego się trzymajmy!

Moviemy, młodziutka grupa z Trójmiasta zaprezentowała się w przeglądzie jako trzecia i również postawiła na długą formę z tym, że już w klasycznym schemacie „cięcie-scena”. Bazując na słowie inspiracji, jedna osoba stworzyła postać, która wychodząc na środek opowiedziała o sobie i swoim celu. Słowem sugestią okazał się „żuk”, a historia opowiadać miała o dwóch dostawcach arbuzów, którym popsuł się samochód. Grupa w pewnym momencie troszkę przedobrzyła z nadmiarem wątków, a główny cel rozwiązany został praktycznie w połowie całego spektaklu, co sprawiło, że nie wiedzieliśmy o co chodzi w dalszej części. Mieliśmy bowiem historię dwóch wspomnianych już dostawców, których wątek był najciekawszy i najbardziej komediowy. Pojawiła się też sprzedawczyni Emilka, która oczekiwała na dostawę, mąż Emilki, przyjaciółka Emiliki, szef męża, szkoleniowiec męża… Widać było, że grupa mocno starała się jak, aby te wszystkie wątki sensownie połączyć i w jakiś sposób nawet im się to udało. To, co w występie mi się podobało, to znakomity humor dwójki aktorów, grających dostawców, którzy każdą scenę w której się pojawili wypełniali na maksa. Wspaniały był również pomysł na zakończenie, czyli przedstawienie całego spektaklu w ciągu 3 minut. Tutaj aktorzy pokazali swój potencjał, komediowy, oraz kreatywność i szczerze powiedziawszy płakałam ze śmiechu, gdy to streszczenie oglądałam. Grupa Moviemy jest młoda, a już ma w sobie potencjał, który musi zostać jeszcze odpowiednią techniką wyszlifowany. Trzymam za nich kciuki!

Ostatnią grupą, którą zobaczyliśmy był Impro Atak z Łodzi. Towarzyszył im beatboxer, który w bardzo energiczny sposób rozpoczął ich występ. Grupa do tej pory specjalizowała się w grach, dlatego zaskoczyła mnie informacja, iż przedstawią długą formą, konkretnie Harolda. Spektakl rozpoczął się od rozmowy na temat słowa inspiracji, którym okazał się „bidon”. Następnie określona została przestrzeń, w której to aktorzy mieli grać, a był nim garaż, w którym znajdował się luksusowy samochód. Widać doskonale, że grupa ma warsztat aktorski, są również niesamowici muzycznie. Jeśli chodzi o sam spektakl, niestety odczuwałam zagubienie wśród aktorów, którzy nie do końca potrafili jeszcze odczytywać własne intencje i czasami zupełnie się nie słuchali. Nie wykorzystali też całkowicie przestrzeni, którą wcześniej tak pięknie przecież zarysowali. Ogólnie rzecz biorąc struktura Harolda została zachowana, jednak nie do końca wiedziałam jaki tak naprawdę był cel tego całego działania. Bardzo spodobał mi się wątek narzędzi, które chciały uciec z garażu, szkoda, że został on zapomniany, i przyćmiony, przez niekiedy nic nie wnoszące rozmowy. Jednakże wielkie brawa za odwagę, bowiem Harold do najłatwiejszych form nie należy. Aktorzy pokazali swoje ogromne możliwości indywidualne, zatem pozostaje jedynie wszystkie te umiejętności złączyć w jedność, która sprawi, że jeszcze nie jednego znakomitego Harolda w ich wykonaniu zobaczymy.

Podsumowując konkurs End Scene pokazał nam grupy z całej Polski z których każda ma zupełnie inny styl i inaczej wykorzystuje swoje umiejętności. Być może nad pewnymi aspektami należałoby jeszcze poćwiczyć, jednak ja dostrzegłam w każdej grupie wielką miłość do improwizacji i potencjał, który należy jedynie rozwinąć. Życzę powodzenia każdej grupie i cieszę się, że mogłam was zobaczyć!

Po konkursie End scene mieliśmy okazję zobaczyć występ duestu z Francji Combats Absurdes. Niestety na temat samego spektaklu niewiele szczegółów możemy napisać, obowiązuje nas bowiem tajemnica. Ogólnie rzecz biorąc duet prezentuje formę, która w Polsce jest niespotykana. Nie są dla nich ważne zasady, których uczy się w Polsce każdy improwizator, lecz reakcja na działania partnera, oraz ogromna doza emocji w grze. Niekiedy siedzieliśmy przez dłuższą chwilę w zupełnej ciszy, innym razem oglądaliśmy coś co przypominało taniec. W Polsce w większości wypadków bazujemy na improwizacji komediowej, mającej wywołać konkretną i jedną reakcję publiczności jakąś jest śmiech. Tutaj my jako publika poczuliśmy coś więcej, czuliśmy radość, obrzydzenie, zdziwienie, nawet wzruszenie. Oczywiście, że forma przedstawiona przez francuski duet nie przypadnie każdemu do gustu i nie każdy improwizator będzie chciał go powielać. Jestem jednak zachwycona tym, że są formaty improwizacji, które poza dowcipem, potrafią przekazać różnego rodzaju emocje (niekoniecznie pozytywne), które wczoraj odczuwałam całą sobą.

Relacjonowała: Anna Kłosowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *