Podaj Wiosło 2016 – dzień trzeci

12806073_1339760979444796_7609717767196228869_nWszystko co dobre, czasem musi się skończyć. Nie inaczej jest z Gdańskim Festiwalem Impro „Podaj Wiosło”. Ale cóż to był za koniec!

Przyjezdni z Warszawy otworzyli ostatni dzień festiwalu. Zagrali format o nazwie „Wielka interpretacja”. Karolina z Przyjezdnych przygotowała w tajemnicy przed pozostałą częścią grupy 50 obrazów, które miały się stać inspiracją do scen. Publiczność podawała numer, a na rzutniku był wyświetlany obraz. Następnie improwizatorzy ustawiali się identycznie jak postaci na obrazach. Grzegorz w międzyczasie dopytywał publiczność o kilka szczegółów scen.

Rozpoczynanie scen od obrazów było bardzo ciekawym zagraniem. W teatrze improwizowanym z reguły nie stosuje się scenografii. Widząc obraz można było sobie dużo lepiej wyobrazić szczegóły otoczenia niż zwykle. Dodatkowo, pytania Grzegorza o to, co się działo przed scenami na obrazach w znaczny sposób

Zaraz po Przyjezdnych pojawili się na scenie oni. Każdy wiedział, że cokolwiek nie zrobią, będzie szał. Kto taki? Peleton! W tym roku przeszli samych siebie, jeśli chodzi o przygotowanie techniczne do występu, dlatego im poświęcić trzeba nieco więcej tekstu. Każdy z Peletończyków przygotował dla pozostałych zadanie, lub jak kto woli, marzenie. Pierwsza była Gosia, która postanowiła wykorzystać drzwi na kółkach. Pozostali musieli ich używać, aby przemieszczać się z jednego pokoju do drugiego. Brzmi prosto, ale kiedy Karolina musiała biec przez trzy pokoje, już nie było tak łatwo, gdyż drzwi trzeba było za każdym razem przestawić. Ale to nie wszystko! Gosia dogadała się z akustykiem w taki sposób, że wszyscy brzmieli jakby nawdychali się helu! Niezwykle absurdalnie wyglądała poważna gra ciałem połączona z wysokim głosikiem dochodzącym z głośników. Ten segment dość wysoko postawił poprzeczkę.
Drugi segment należał do Śliwy. Ten zdecydował się na zostanie narratorem i jednocześnie głosem w głowach bohaterów. Historia Wojtka, skoczka ze spadochronem zakochującym się w spotkanej na łące Ewie była wciągająca i obfitująca w zwroty akcji. Pojawiły się również sekwencje snów, wspomnień i dramaty miłosne. Śliwa raz po raz wkręcał swoich towarzyszy w coraz bardziej pokrętne sceny, często balansując na krawędzi dobrego smaku, ale nigdy nie zapuszczając się za daleko. Swoje marzenie postanowiła zrealizować Ewa. Jej marzeniem było zagranie w musicalu z choreografią i piosenkami. Nic, ale to nic nie jest w stanie zastąpić widoku Wojtka w spódniczce i fioletowej peruce. No, chyba, że jest to Gosia na rolkach na scenie. Gosia to powinna się cieszyć, że żyje to tym segmencie. Kilkukrotnie za szybko wyjeżdżała ze sceny i usłyszeć można było dźwięk uderzenia o ścianę lub metalowe elementy zaplecza sceny. Jeśli chodzi o historię, Śliwa był despotycznym instruktorem tańca przygotowującym swoją grupę do konkursu tanecznego. Wojtek nie zgadzał się z jego wizją i na końcu sam został instruktorem.
Segment Wojtka był najbardziej teatralny ze wszystkich. Z tyłu sceny postawione zostały drzwi, na których Peletończycy zawiesili swoje ubrania, w których często występowali. Przez środek sceny biegła rzeka. Ubrania były na gorszym brzegu, improwizatorzy po lepszym. Odgrywali sceny, w których wspominali postaci ze starego brzegu, ale również próbowali się odnaleźć na nowym brzegu. Dużo poważniejszy ton segmentu zapewne nie przypadł wszystkim do gustu, jednak nie da się ukryć, że oglądało się to z ciekawością.
Karolina poprowadziła ostatni segment. Jej marzeniem było zagranie w sitcomie. Gosia i Wojtek byli rodzicami, a Ewa i Śliwa dziećmi. Publiczność nazwała ten sitcom „Nienaruszeni”, a w ostatnim odcinku złożyli dobrego PITa, Ewa miała złe oceny i dostała szlaban, a poza tym przywieźli węgiel. Peleton ogrywał postaci czerpiąc garściami z kalek sitcomów, ale wisienką na torcie był śmiech i inne reakcje z taśmy. Nawet samym improwizatorom dawało się to we znaki i z trudem powstrzymywali wybuchy śmiechu.

Jak zwykle Podaj Wiosło zakończyło się spektaklem wspólnym grup biorących w festiwalu. Zwykle formułę wymyślał Wojtek Tremiszewski, jednak w tym roku zaskoczył wszystkich. Tym razem Grand Final nie miał formuły i improwizatorzy mieli wolną rękę co do stworzenia formatu. Improwizatorzy stworzyli z jednej strony prostą historię o miłości, z drugiej była to naprawdę wciągająca historia. Gosia (Abordaż) rozstała się z Mateuszem (Dwaj Panowie) i ten ostatni wraca do mieszkania z Karoliną (Peleton) i Jankiem (Ad Hoc), gdzie postanawili zrobić imprezę by trochę rozweselić Mateusza. Poznaliśmy również duet superpolicjantów rodem z filmów o Brudym Harrym i Szklanej Pułapki, Janusza (Siedem Razy Jeden) i Kacpra (W Trzech Osobach). Paweł (Antymateria) wcielił się w rolę kolegi Gosi, który pomaga jej zakończyć temat związku i niezabranych przez Mateusza rzeczy. Łukasz (Przyjezdni) okazał się dawnym znajomym Karoliny, który jest gwiazdą reklam, Czoko. Na imprezie pojawił się również Wojtek (ŻBIK), sąsiad wpraszający się na imprezę. Na imprezie Gosia pogodziła się z Mateuszem. Czoko zamknął się w schowku na miotły z Karoliną i groził jej pistoletem, ale ta mu go wyrwała i sama się zabiła. Przybyli na miejsce policjanci zaczęli przesłuchania, ale Czoko przyznał się do winy. Jego powiedzonko „Chcesz być spoko, bądź jak Czoko” w tym momencie już nie brzmiało tak radośnie jak wcześniej.

Grand Final jak zwykle był niesamowitym spektaklem. Oddanie improwizatorom pełnej kontroli nad spektaklem pozwoliło na większe skupienie się improwizatorów na historii. Świetnie można było również zobaczyć jak różne style improwizacji łączą się ze sobą na scenie i tworzą spójną całość. Ten finał pokazał w znakomity sposób, że impro może nie tylko śmieszyć, ale również wywoływać inne emocje, takie jak smutek czy wzruszenie. Improwizatorzy spisali się perfekcyjnie.

W ramach finalu całego festiwalu Szymon Jachimek ułożył piosenkę upamiętniającą pięć dotychczasowych edycji Podaj Wiosła. W trakcie festiwalu publiczność mogła wrzucać do pudełka cytaty lub zdania, w których wspominali konkretne wydarzenia z pięciu lat Podaj Wiosła. Tym, dla których jest to już kolejne Wiosło nieraz zakręciła się łezka w oku. Wspomniana była napromieniowana wsza, Renault Clio czy przepraszanie piosenką. Na koniec zostaje jedynie zacytować słowa piosenki i wyczekiwać:

Dziś się robi trochę smutno, lecz Wam ciężar z serca zdejmę.
Dziś się kończy Podaj Wiosło, lecz za rok będzie kolejne!

Relacjonował: Tadeusz Jaśkiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *