Improfest 2015 – dzień pierwszy

12006283_991281920934294_6763213343324012598_nJuż po raz piąty w Krakowie odbył się Międzynarodowy Festiwal Improwizacji Scenicznej Improfest. Po raz piąty w Rotundzie prezentowały się najlepsze grupy improwizacyjne w kraju. I po raz piąty publiczność wychodziła z sali z zakwasami brzucha spowodowanymi śmiechem.

Pierwszą grupą, która zaprezentowała się na Improfeście był Impro Kolektyw Przyjezdni z Warszawy. To grupa osób z różnych miast, które los sprowadził do Warszawy. Zagrali swój autorski spektakl „Pendolino”. Jak nazwa wskazuje, duża część akcji dzieje się w pociągu. Publiczność wybrała trzy osoby, które miały się spotkać w przedziale, sugestie dla tych postaci w postaci marzenia (jazda konno), zawodu (coach) oraz cechy charakteru (chytry), oraz miasto docelowe – Radom. Okazyjnie akcje w pociągu były przerywane scenami prezentującymi historie bohaterów, a także sceny luźno związane z rozmowami w przedziale.

Głównym wątkiem spektaklu był wątek Łukasza (jazda konno). W przedziale wspomniał, że jedzie do narzeczonej. Jak się dowiedzieliśmy, wbrew woli ojca, i częściowo swojej, decyduje się na zamieszkanie z narzeczoną. Największym zwolennikiem tego związku był brat narzeczonej, z którym Łukasz regularnie umawiał się na chlanie. Później przeszliśmy do wątku chytrej Karoliny. Jej sugestia była bardziej rozwijana w scenach w pociągu, niż w przerywnikach, ale w żaden sposób nie było to mniej atrakcyjne. Punkty należą się za dość oczywiste, choć niekoniecznie, nawiązanie do hitu Internetu, jakim była tzw. chytra baba z Radomia. Z retrospekcji dowiedzieliśmy się, że Karolina była łasa na wszelkie nagrody w zawodach. Kiedy Łukasz wyznał jej swoje marzenie, na chwilę nawet została koniem. Wątek Agaty, coacha, w bardzo ciekawy sposób wpłynął na spięcie całego spektaklu. W retrospekcji skłaniała swoich pacjentów do wmawiania sobie, że są zwierzętami. W przedziale namawiała pozostałych, by znaleźli w sobie końskość. Ostatecznie Łukasz zerwał zaręczyny i związał się z Karoliną, która dla niego została koniem.

Na pochwałę zasługuje realistyczne odgrywanie typowych czynności, które wykonujemy w pociągu. Nawet takie drobnostki jak pamiętanie czy okno było zamknięte lub w jedzenie przygotowanej wcześniej kanapki były bardzo dobrze odegrane i sprawiały iluzję obecności w przedziale pociągu. Poza tym warto wspomnieć o solidnym warsztacie aktorskim improwizatorów. Każdy z Przyjezdnych ma duże doświadczenie sceniczne, co widać na pierwszy rzut oka.

Jako drudzy na scenie pojawiła się grupa Teraz z Torunia. Grali stworzony przez siebie format „Wlesie”. Jak wytłumaczyli „wlesie” to osoby, które pojawiają się w naszym życiu na chwilę. Inspiracją do spektaklu była fraza „lansować się”. Oprócz tego poprosili publiczność o zapisanie na karteczkach rzeczowniki, które były później wykorzystywane w spektaklu.

Głównym bohaterem historii był Mateusz. Jego rozmowa z różnymi osobami, „wlesiami”, była przerywana scenkami z jego życia. Historia zaczęła się w szkole, gdzie Mateusz postanowił założyć z Marcinem zespół rockowy. Z czasem w zespole zaczęły powstawać kłótnie, jednak lekarstwem na to miał być menadżer. Za jego sugestią zespół zmienił tematykę piosenek z miłości na biedę i bloki. Co więcej, menadżer załatwił zespołowi sesję nagraniową w studiu. Niedługo później Mateusz decyduje się na opuszczenie zespołu i podejmuje pracę kelnera. Związuje się z Kasią, byłą dziewczyną Marcina. Po rzuceniu pracy, decyduje się na wyjazd do Norwegii. Tam były menadżer znalazł Mateuszowi pracę w magazynie. Jednak czegoś mu brakowało, więc wrócił do kraju, by reaktywować zespół. Mimo początkowej niechęci Marcina, zespół wraca na scenę i nagrywają w końcu płytę.

Jak przyznawali sami Terazi, Wlesie to dość trudny technicznie format, ale trzeba przyznać, że udało im się bardzo dobrze go zagrać. Umiejętnie żonglowali przeróżnymi mechanizmami improwizacyjnymi i świetnie wpasowywali je w historię. Jako ciekawostkę wspomnę, że kilkoro Terazów udziela się w różnych projektach muzycznych. Można więc powiedzieć, że przynajmniej częściowo tę historię pisało życie.

Ostatnim występem dnia był wspólny występ Grupy Ad Hoc z gościem specjalnym, Szymonem Majewskim. Przedstawili krótkie formy improwizowane, czyli coś, czego na festiwalu impro nie może zabraknąć. Zamiast opisywać każdą grę z osobna, napiszę tylko o szczególnych momentach.

Na wyróżnienie zasługuje odegranie przez Szymona Majewskiego za odegranie Małej Syrenki pędzącej bimber. Wcale nie gorzej w tej grze poradzili sobie Janek (Król Sosnowca na uchodźctwie) i Jeffrey (LEDowe światełko do nieba). W Konferencji Prasowej publiczność wybrała Szymonowi postać Kuby Wojewódzkiego. Była to świetna okazja do branżowych żartów i delikatnych uszczypliwości. Niekwestionowanym hitem był Kącik Muzyczny, w którym Michał Jeffrey Ociepa i Michał Próchniewicz przechodzili samych siebie improwizując piosenki o fizjoterapeutach.

Występ z gośćmi specjalnymi niekoniecznie ze świata zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem. Mimo tego, Szymon Majewski sprawdził się znakomicie. Mimo okazyjnego wahania się, publiczność żywo reagowała na jego teksty.

Na tym skończył się pierwszy dzień Improfestu. Dzień długi, ale obfitujący w wiele salw śmiechu i niebanalne teksty. Następne dni wcale nie były gorsze, ale o tym w kolejnych relacjach.

Relacjonował: Tadeusz Jaśkiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *