Improfest 2013 – dzień pierwszy

15 listopada rozpoczęło się święto improwizacji. Kiedyś tylko małopolski, ale w tym roku już Międzynarodowy Festiwal Improwizacji – IMPROFEST. Na trzy dni do krakowskiej Rotundy zjechali się najlepsi improwizatorzy z całego kraju i zaprezentują swoje umiejętności. Czy podołają wymagającej krakowskiej publiczności?

W piątek zmagania sceniczne improwizatorów z własną inwencją przeniosły się z Niepołomic i Tarnowa do bliskiej wszystkim fanom małopolskiej sceny improwizowanej Rotundy i rozpoczęły się one od występów grup krakowskich, czyli So Close i Tubajfor. Przedstawiciele obu formacji byli z pewnością nieco stremowani przed występem w „tej pięknej, klimatyzowanej sali”, i to w dodatku na jednym z największych festiwali improwizacji. Można z ręką na sercu stwierdzić, że obie grupy podołały wyzwaniu i zebrały zasłużone brawa po swoich występach. So Close postawili na krótkie formy, prezentując publiczności gry: Bajka, Style, Zmiana, 4-3-2-1 i Tylko Pytania. Warto z nich zachować w pamięci popisy występujących w Stylach, gdzie miejscem akcji była prehistoryczna jaskinia, którą ożywiano w stylu Bollywood i kina niemego.

So Close: Mateusz Dzidkowski, Kamila Jamroz, Aleksandra Jarzmik, Ewa Górecka, Michał Iwanicki, Paweł Tworek, Monika Karcz
Tubajfor: Anna Dawidczyk, Michał Leja, Michał Mącznik, Mikołaj Barbarski, Patryk Trela, Magdalena Dziedzic, Wojtek Pięta

Natomiast grupa Tubajfor najpierw zaprezentowała dłuższą, około 20-minutową formę. Publiczność wybrała grającym tytuł i „zajawkę” filmu z programu telewizyjnego, zaś improwizatorzy na tej podstawie stworzyli historię. Jeżeli w realizacji „Boso, ale na rowerze” splatają się ze sobą wątki postępującego alkoholizmu w rodzinie, rysików i magicznych ołówków, rowerowych ucieczek z domu, dramatów i negocjacji, powrotu do korzeni, babci w śnie i walce z postępującą demencją („niedosłyszę, niedoczuję, ale jeszcze dochodzę!”), to zapowiada się materiał na spory przebój. Ponadto Tubajfor zaprezentował najniebezpieczniejszą grę impro świata, czyli Pułapki (kto nie zna, niech poszuka we właściwych źródłach, kto wie, tego już boli na samą myśl) i potwierdzona została prawda, że nic nie wywołuje takich emocji na widowni jak odrobina przemocy i introligatorstwo.

IMPROKRACJA (Dobrosława Bela, Michał Gruz, Artur Jóskowiak, Joanna Jóskowiak, Tomek Marcinko, Mateusz Płocha, Krzysztof Ryś, Mateusz Skulimowski, Anna Wojtkowiak-Williams,) – ŚMIERĆ REŻYSERA

Wrocławianie (tradycyjnie) zaprezentowali długą formę (tradycyjnie) pierwszego dnia festiwalu (tradycyjnie) w możliwie jak najszerszym składzie osobowym. Tym razem zaprzęgnięto publiczność do pomocy w odtworzeniu ostatniej sztuki tragicznie zmarłego reżysera na podstawie jego notatek, zapisków i życiowych problemów, jakie odbijały się w jego twórczości (ad vocem: w roli trupa reżysera wystąpił „ochotnik” z publiczności, Dominik, który jak na nieboszczyka w kondukcie żałobnym był całkiem żywotny). Podstawą do stworzenia poruszającego dramatu był cel podróży głównego bohatera (sklep), motyw przewodni sztuki (dużo dobra) i emocja pierwszej sceny (euforia). A potem poszło… Publiczność była świadkiem historii mężczyzny przetrzymywanego przez 5 lat w domu przez żonę Walerianę (szmatę! po prostu szmatę!), tuczonego baleronem i nadziejami lepszego żywota przez wymyślonego przyjaciela, jego sławetnego wyjścia na jedno piwo, dramat bezdomnych kotów i epopeja marketowa z koszulką XXXXL w roli głównej. Sprawne oko wypatrzyło w spektaklu Improkratów motywy wykorzystywane w innych formatacch tej grupy: wielogłosowe sceny zbiorowe, urojone postaci, dylematy rozstrzygane przez publiczność czy szybkie reakcje osób trzecich w scenkach przeradzające się w multirozgardziasz sceniczny. Ja kręciłem troszkę nosem na taką powtarzalność, koledze Tadkowi to nie przeszkadzało – gwoli dokładności. Na pewno można stwierdzić, że był to dobry występ kolegów i koleżanek z Dolnego Śląska, w którym indywidualności niejednokrotnie nadawały ton całemu spektaklowi. I chwała im za to!

HOFESINKA (Ola Markowska, Karol Kopiec, Paweł Najgebauer, Piotr Sikora, Antek Syrek-Dąbrowski)  – GENERAŁ OREGANO

Kraków przywitał warszawiaków cholerrrnie uprzejmie, zaś oni odpowiedzieli dywagacjami o… jelicie. Format Generał Oregano można najkrócej określić jako nieustanne zlepianie swobodnych prądów myśli, skojarzeń i błądzących po meandrach umysłu strzępkach wiedzy w szereg luźniej lub mocniej związanych ze sobą scen. Etap „myślenia” następował w rozmowie pięciu improwizatorów na temat bliższy lub dalszy podanemu przez widownie słowo jelito, zaś „lepienie”… Próbowałem w miarę na bieżąco notować poszczególne zwroty akcji i skoki miejsc rozgrywania się kolejnych historii, ale w tego typu formatach najlepiej po prostu poddać się nurtowi opowieści, choć czasem drąży on przeróżne koleiny. Od kwestii górnictwa smakowego do kurczaków bez głowy przejmujących KFC i nieszczęsnym szmuglowaniu żółwi zakończonym srogimi katuszami . Kto w pełni zanurzył się w szalony i absurdalny świat członków Hofesinki, ten miał spory ubaw i wiele okazji do podziwiania ich błyskotliwości. Kto był zbyt oporny, ten faktycznie mógł łatwo stracić wątek całej fabuły i szybko się zgubić w labiryncie strumieni świadomości. Oregano to przyprawa na ogół łagodna, ale warszawiacy dodali doń nieco pieprzu i własnej inwencji. Ocenę smaku pozostawiamy obecnym, sami jedynie zachęcamy do spróbowania. W końcu miejmy na uwadze morał całej przygody: jedzmy jedzenie! I pijmy picie!

AD HOC I PRZYJACIELE – Agata Słowicka, Aneta Stokes, Tomasz Biskup, Janek Malinowski, Michał Ociepa, Alan Pakosz, Michał Próchniewicz, Marcin Wojciech, oraz Bartek Gajda (Łowcy.B), Wojciech Tremiszewski (Peleton), Tubajfor i So Close

I cóż ja mam napisać o jednym z najzabawniejszych motywów tego wieczoru, żeby nie podpadać pod kodeks karny? Może tylko tyle, że mieszkańcy krakowskiego Kazimierza niekoniecznie byliby zadowoleni z obecności pewnego Kapitana wymyślonego przez (a jakże) Jeffrey’a Ociepę… A teraz już dość niedomówień. Gospodarze dali wspaniały występ, godny zakończenia pierwszego dnia festiwalu, a pomogli im w tym Neptun polskiej sceny impro Wojciech Tremiszewski i uzbrojony w koszulkę we flamingi Bartosz Gajda z Łowców.B, który nieraz wnosił do scen element cieszyńskiej anarchii intelektualnej. Co gra, to mniejsza lub większa perełka, co występ, to ciekawszy: niewiarygodnie zabawne było Mniej Więcej odgrywane w pociągu… do kobiet. Telezakupy z udziałem płynu do odmrażania szyb samochodowych (zapach niósł się po sali przez jakiś czas) i gwóźdź programu, czyli szereg scen opartych na szmoncesie powiedzianym wcześniej przez jednego z widzów. Widz otrzymał za to zaproszenie na Krakboom, a cała reszta obserwujących kuliła się potem ze śmiechu, obserwując wspomnianego Kapitana i różne przygody Narodu Wybranego. Na koniec rozegrano dwie gry – Moja dziewczyna jest jak… i Wieczorek poetycki – z udziałem So Close i Tubajfor i tu również nie zabrakło momentów śmiesznych a ciekawych, gdy okazywało się, że jeden złośliwy widz nie daje dojść do głosu Michałowi Leji  z Tubajfora, a niektóre sugestie zdecydowanie szły poziomem i wyrafinowaniem w stronę Improsession…  Cóż, prawo gospodarza! Podsumowując: kto nie był, niech żałuje, bo mało tego, że był to jeden z najodważniejszych występów Ad Hoców i przyjaciół, to był to też jeden z najlepszych (a pisze te słowa osoba, która trochę krakusów oglądała).

A o 23 wpadliśmy do Restauracji Pod Sokołem na Improsession, gdzie zgodnie z duchem każdego festiwalu impro odbywała się wolna amerykanka sceniczna, a brali w niej udział ci z improwizatorów, którzy jeszcze nie zamówili piwa lub już jakieś wypili i mieli akurat wolną chwilę. Parafrazując: co zdarzyło się w Krakowie, zostaje w Krakowie i nie wypada wyciągać na światło dzienne brudów tamtej nocy, można tylko liczyć na to, że wszystkie dyskusje dotyczące kondycji polskiej sceny impro będą na tak wysokim (ok. 0,4 promila ) poziomie.

 Relacjonował: Michał Kaczmarczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *