Dolnośląski Festiwal Warsztatów Improwizacji FLOWImpro – relacja

flow_plakatW dniach 12-14 września odbył się we Wrocławiu Dolnośląski Festiwal Warsztatów Improwizacji teatralnej organizowany przez Fundację Metro we współpracy z Teatrem Improwizacji Jesiotr. W Domu Kultury „Bakara” przez trzy dni można było zobaczyć różne odcienie improwizacji. Był to pierwszy festiwal w Polsce, którego główną atrakcją nie były występy, a warsztaty improwizacji. Zapisało się na nie kilkadziesiąt osób. Te osoby pod okiem improtrenerów szkoliły swój warsztat improwizacji w czasie festiwalu. Ale po kolei.

Wszystko zaczęło się w piątkowy wieczór. Wtedy miało miejsce otwarcie festiwalu i losowanie przynależności warsztatowiczów do grup warsztatowych prowadzonych przez grupy impro. Nie obyło się bez lekkiego zamieszania, ale ostatecznie udało się wszystko ustalić. Nadszedł czas na występy grup improwizacyjnych.

Jako pierwsza na scenę wkroczyła grupa Pod Pretekstem ze Szczecina. Pokazali oni krótkie formy. Publiczność świetnie się bawiła widząc jak Grzegorz odgrywa wszystkie postaci z Gwiezdnych Wojen czy jak Paula męczy się by odegrać wszystkie role w grze 5-4-3-2-1. Cały ich występ miał dużo energii i był bardzo dobrym otwarciem festiwalu.

Drugi na scenie pokazał się Teatr Improwizacji Afront z Warszawy. Zagrali długą formę, do której wcześniej przygotowali sobie stroje. Jednak sama historia powstała już na scenie z podanych przez publiczność słów samuraj i paragraf. Na początku ksiądz, Radek, zwolnił gosposię, Kasię, bo po 4 latach przestała mu smakować zupa grzybowa. Kasa parafialna też do pełnych nie należała, więc Kasia mogła wrócić do pracy, ale bez płacy. W wyniku wymuszania na parafianach wyższych datków ci zaczęli strajkować. Kto nie płacił, były sierżant Johnson (Piotrek), obcinał mu ręce. Jak się okazało, ksiądz potrzebował pieniędzy na kurs samuraja. Całą sprawą zainteresowała się policja. Ksiądz trafił za kratki, ale został wypuszczony. Gdy wyszedł na wolność niewiele brakowało by został zlinczowany. Gosposia na końcu zabiła swojego konkubenta, Johnsona, i uciekła z miasta.

Trzecią ekipą się prezentującą była Inicjatywa Sceniczna Fruuu z Zielonej Góry. Zaprezentowali własną formę o nazwie „Naparzanka”. Historia działa się w stajni. Mogliśmy podziwiać Macieja i jego próby uzyskania aprobaty ojca narzeczonej, Kajetana. Udało mu się to dopiero po wstępnym kursie karate, na którym nauczył się unikać ciosu kładąc się na ziemi. Kurs zasugerowała narzeczonej, Basi, jej przyjaciółka Ula. Maciek i jego narzeczona, Basia postanowili wyjechać do metropolii, do Łomży i tam założyć restaurację serwującą marynowaną koninę w kopytkach z octem.

Czwartą grupą na scenie okazali się gospodarze festiwalu, czyli Teatr Improwizacji Jesiotr. Co ciekawe każda osoba z grupy miała na koszulce literę, które połączyły się w nazwę „Jesiotr”. Zagrali całą długą formę w jednym miejscu, kuźni. Była to historia o podkowach szczęścia i wielkiej gonitwie. Z tej formy wyciągnęliśmy lekcję, że choćbyśmy weszli w posiadanie choćby największego szczęścia, nie daje ono radości, jeśli jest to szczęście kogoś innego. Ta forma była ciekawą odskocznią od większości długich form, w których ciągle zmienia się miejsce akcji.

Przedostatnią grupą była żeńska formacja z Bydgoszczy, wymyWammy i pokazały one krótkie formy. Co ciekawe, żadna z gier się nie powtórzyła z grami Pod Pretekstem. Pokazały urywki z dwunastu sezonów serialu „Hiszpańska Karamba”, w którym Don Juan Jean (Kasia) zatrudniał Marlene (Gosia) by zarabiała dla niego pieniądze na ulicy. W Randce grały musiały zmierzyć się z zagraniem końca tęczy czy kanapki z serem. Na koniec zagrały scenkę o burlesce w brzuchu wieloryba.

Grupą, która zamykała występy pierwszego dnia, było To Mało Powiedziane z Opola. Zagrali długą formę inspirowaną hasłem „trzydzieści”. Śliczna Asia i garbaty Bartek otworzyli historię sceną u zegarmistrza. Daniel pojawił się jako przystojna i umięśniona postać Bartka z przyszłości. Podróż w czasie była możliwa za pomocą zegarka, który może manipulować czasem. Cofnął się do przeszłości, aby uprzedzić Bartka, że nie może wiązać się z Asią, gdyż ona go zdradzi. Tadek pojawił się jako bogaty amant, który zaprosił Asię na randkę. Okazało się, że w ich świecie na pierwszej randce idzie się do łóżka, a dopiero na trzeciej poznaje imię. Jednak do trzeciej randki nie doszło, bo Asia zdradziła Tadka z Danielem. Mimo, że Bartek był z Asią na trzydziestu randkach, każda była pierwszą i nie poznał jej imienia. Ostatecznie Bartek nadal pracował i spotykał się z Asią, a Daniel poszedł na pierwszą randkę z Tadkiem.

Drugi dzień był niemal w całości poświęcony na warsztaty. Wieczorem warsztatowicze mieli okazję spróbować swoich sił na Impro Dżemie. Dżem prowadzili Maciek Wiśniewski i Paweł Kukla. Wszystkich rozgrzał na początku juror, Reda Haddad, wspólnym śpiewaniem i zabawą. Oprócz stałych gier dżemowych typu Pytania, Frizy czy Randka, ciekawostką były Dubbingi filmowe. To był bardzo rozśpiewany dżem. Nie tylko dlatego, że raz po raz uczestnicy za coś przepraszali piosenką, ale również z powodu gry „To brzmi jak ta piosenka”, w której udział wziął sam Marek Grabie!

Trzeci dzień to Finał. W finale brały udział 24 osoby podzielone na 6 grup. W każdej grupie znajdowało się dwoje improwizatorów i dwoje warsztatowiczów. W takich składach każda grupa podchodziła kolejno do kategorii finałowych. Tymi kategoriami były: Gry wspólne, Zadanie od jury, Zmiany i zgadywanki oraz Śmietanka. W skład jury wchodzili: Marek Grabie, Reda Haddad i Artur Jóskowiak. Gdyby opisywać każdą grupę z osobna, relacja miałaby kilkanaście stron. Warto wspomnieć jednak o paru szczególnych scenkach, które wbiły się w pamięć. Przytoczyć należy grę „Stara praca nowa praca” (kategoria Zmiany i zgadywanki) wykonaniu warsztatowej części grupy Tnorfa (Afront). Szymon Wantuch i Ania Grofik byli w poprzednim życiu improtrenerem i specjalista od zakręcania ruskiego gazu, a w obecnym byli fryzjerami. Szymon wplótł tyle smaczków, że zwłaszcza improwizatorzy oglądali scenę z nieukrywaną przyjemnością. Drugą wartą wspomnienia sceną jest zadanie od jury dla grupy WymyFlow (wymyWammy). Adam Cybulski i Krzysiek Antkiewicz mieli zagrać scenkę opartą na blokowaniu, które w improwizacji jest niemile widziane. Ilość bloków była ogromna, ale tak naprawdę każdy z tych bloków był cudownym rozwinięciem sceny i jest to bardzo dobry przykład, że każdy blok może być ofertą. Na pewno należy wspomnieć o grze Ławeczka w wykonaniu grupy Matremitromutry (Fruuu). W tej grze Wiktor Walentynowicz musiał wcielić się w postać tajemniczego romantyka. Wczuł się w tą postać bardzo mocno. Tak mocno, że nawet grający z nim Kajetan Suder nie mógł powstrzymać śmiechu. Grany na pianinie motyw przewodni z filmu „Love Story” tylko dopełnił dzieła.

Po trzech godzinach konkursu nastąpiła przerwa na obrady jury. Chociaż planowo miała trwać 20 minut, przeciągnęła się do godziny. Decyzja jury była następująca:

I miejsce – Adam Cybulski (nagroda 1500zł)
II miejsce – Wiktor Walentynowicz (nagroda 1000zł)
III miejsce – Anna Grofik (nagroda 500zł)

Wyróżnienie otrzymał Szymon Wantuch, który według punktacji był najlepszy, jednak z powodu niespełnienia warunków konkursu nie mógł być brany pod uwagę przy wyborze zwycięzców.

Na tym się skończył pierwszy Dolnośląski Festiwal Warsztatów Improwizacji. Trzy dni świetnej zabawy, nowych znajomości i przede wszystkim wszelkiej możliwej improwizacji. Pierwszy festiwal improwizacji na Dolnym Śląsku zakończył się sukcesem. Teraz trzeba będzie czekać rok do następnego wspólnego odliczania 3, 2, 1, FLOW!

Relacjonowali: Tadeusz Jaśkiewicz i Beata Różalska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *